Wieczór - skończyłam pracować: popiszę sobie, żeby odreagować codzienność.
Kategorie: Wszystkie | codzienność | książki | malowanie
RSS
wtorek, 03 października 2006
przyjaźń?
 Branie - dawanie. Bez bilansowania strat i zysków. Rysy na szkle.
Tylko branie z tamtej strony. A czego można oczekiwać? Wreszcie walizka doświadczeń jest i tak przepełniona. Nie powinnam być zdziwiona obrotem spraw, a jednak jestem. Bo nie powinno tak być, jak się zadziało w Lanckoronie.
Zawieść - zranić. I ten śmieszny argument wczoraj - mam anginę. Komunikat : jestem chora/  ucieczka w chorobę?/ , powinnaś  mnie zrozumieć  i  znów  być. Nie będę. Już  nie  będę  portfelem, dobrą radą, zrozumieniem, deską ratunku, środkiem antydepresyjnym na wszystkie bolączki świata.

poniedziałek, 02 października 2006
wrażenia
 Emocje. Rzucony banknot i trzaśnięcie drzwiami.Groźny uśmiech i paniczna ucieczka. O  - nie! Kto tu kogo obraża? Nieprzewidywalność reakcji.
To irracjonalne i niezrozumiałe.
Świat artystów - ich nadwrażliwość. Zostawiona teczka z pracami, bo nie wezwałam taksówki. Nie musiałam, miał swój telefon i swoje przytomne 43 lata. Nie był jednym z moich podopiecznych, tylko kolegą z pleneru.
To ja zniosłam do holu te kilkanaście ciężkich toreb " mam" - nie pomógł, nie widział. I nagłe to stwierdzenie: a dla mnie nie wezwałaś taksówki. Upokorzyłaś mnie. Kiedyś już usłyszałam to, ale wówczas było to w pewien sposób racjonalne. Wczoraj nie. No to przyjechał po tę zostawioną teczkę w tym portretem w środku - znakomicie narysowanym.
 Napijesz się kawy? I wtedy ten groźny uśmiech i trzaśnięcie drzwiami.

 
czwartek, 21 września 2006
Lanckorona
Plener trwa - to czwarty dzień. Malujemy - rozmawiamy - spacerujemy.
Dzisiaj jadę do Krakowa dokupić blejtramy i kilka kolorów zieleń V-D 69.
Czuję sie jak obcy element: oni inside, a ja outside. Staram się nie dać emocjom, ale po krytyce Ulki spadłam do " - sporo" - no i dzisiaj po śniadaniu-pojawiły się Grażyna i Anna - tak życzliwe i dały kilka rad konkretnych, omijająć akademickie wykłady o kompozycji itp. No to jakoś zrobiło się "studencko" i znów trochę podbudowana uwierzyłam w siebie, w to malowanie. Bo nie zostałam zmiażdżona krytyką i nikt mnie dzisiaj nie zabijał. Jasne - mam świadomość, że oni kształceni akademicko + doświadczenie oj oj 40 letnie/Ania i Grażyna/ nabierają dystansu i są spokojni: cieszą się życiem- mimo chorób i problemów.
I nie miażdżą krystyką/ Ulka jak mogłaś!/ . No to maluję i dobrze mi z tym. To znaczy źle, ale ta walka z uzyskaniem koloru itp -adrenalina jest mi potr
zebna.
wtorek, 12 września 2006
nocne pisanie
 Skończyłam układać program pobytu grupy niemieckiej, wydrukowałam i ok.Ale to dopiero w październiku. Narazie żyję przygotowaniami do pleneru jesiennego.
Dzisiaj ostatnie spotkanie przedplenerowe i zakupy z tym związane. Nabyłam kasetę artists box Van Gogh'a - pięknie wygląda: 10 tubek z farbą, olej , terpentyna, kilka pędzli, paleta w zgrabnym ładnym pudełku z przegródkami - zamykana na zamki. No to jadę z "czymś " przydatnym i eleganckim. Czeka kilka blejtramów,  pudło pasteli i kartony.Umówiłam się  z Ulką, Alicją  na portretowanie/ mnie/ , pewnie jeszcze zagadnę  pana A. on ładnie  rysuje pastelami. Mam kilka  portretów rodem z Kazimierza lub sopockiego molo, ale to takie laurkowe "dziełka", a ja chcę mieć normalne, no to Ula zrobi olejny, Alicja rysunek i Andrzej rysunek.  Ale jestem ciekawa, jak mnie "zobaczą". Nasza grupa liczy 20 osób - w tym dwie panie nie związane z malowaniem - ot jadą sobie poodychać jesiennym powietrzem i zapachem farb. Zawita kilka ważnych gości - bardzo znany malarz z Krakowa i obecny prezes Związku Plastyków. Będziemy obchodzić urodziny Ulki. No i myślę, że zorganizuję wystawę poplenerową w naszym klubie. Dzwoniłam do mojego profesora, ale on z powodu zdrowia nie może zabrać się z nami. Bardzo szkoda. Bardzo. Wpadnę do niego jutro. Zobaczę jesienny ogród z biegającymi kotami. A on z siwiutkimi włosami bedzie siedział na swoim bujanym fotelu z kotem na kolanach i mówił o swoim malowaniu: a w tym pokoju stoją obrazy oparte o stoliki, te nowe, jeszcze pachnące farbą. Są piękne. Te jego bukiety kwiatów. Pejzaże. Echhh. Tak malować. A Ulka dodałaby - tak sprzedawać: za jeden obraz ok 2000 zł a duży wcale nie jest, ale kto mierzy sztukę wielkością bezwzględną? Dyletanci i ludzie kupujący obraz dla szpanu. Tylko duży obraz musi wisieć w salonie. Wzmianka o pieniądzach dotyczy tych malarzy, którzy nie zabardzo umieją sprzedawać swoje obrazy i zazdroszczą mojemu profesorowi: pracowitości i talentu. Ale Ulka maluje równie/ inaczej / pięknie - tylko nie maluje dużo: syn 15 letni wymaga czasu, te sniadania, obiady, sprawdzanie lekcji, rozmowy itp dekoncentrują. Ot codzienność ogranicza możliwości. No to na plenerze będzie dużo malowała, to aż dwa tygodnie.I bez konieczności myślenia o codziennych obowiązkach znów stanie się artystką-malarką. W moim bliskim otoczeniu oni oboje są dla mnie ważni przez to ich malowanie. Profesor i Ulka.

niedziela, 02 kwietnia 2006
gdzieś w mgle
Obejrzałam na kilku znajomych blogach wpisy dotyczące "ART". Trochę się zawstydziłam, że ja tak tylko o tej zabieganej codzienności sobie piszę tytułem odreagowania, no cóż, może znajdę w najbliższej przyszłości trochę czasu i też bardziej "artystycznie" pobędę tutaj. W ramach układania książek wpadła mi w ręce książka o Georgii K. Pooglądałam. Tylko tyle. Narazie nie mam nic ciekawego do napisania. To jakby cyklicznie. Uprawiam. Piszę o uprawianiu. Przeżywam uprawianie innych i swoje. Cyklicznie. Wzrost - stagnacja- spadanie poniżej - upadek- wzrost.
środa, 18 stycznia 2006
Malowanie Ulki Barańskiej

 

 Ulka Barańska "Kwiaty i lampa"

Ja też tak bym chciała....ale gdzie tam ...pomarzyć..

piątek, 30 grudnia 2005
malowanie

 Namalowałam "coś" w godzinach 21.00 - 1.30: przedwczoraj - wczoraj, bo dzisiaj już piątek przecież. To coś 33 na 41 stoi oparte na fotelu i oglądam z niepokojem : ładne ?- ciekawe? - banalne? - kiczowate? Jakie ? Jak mało jeszcze umiem: światło? przestrzeń? kolor?wrażenie?co czuję, gdy patrzę?

To jeszcze nie jest to co chciałabym namalować. To jest dla GK mojej znajomej, czy się ucieszy? rozczaruje?czy naprawdę jej się spodoba?

To po prostu jest - takie moje.

A Jonathan i te jego ryby: wrażliwość, samotność, sympatia - empatia - zrozumienie. Pytanie: Co czujesz patrząc na moje obrazy? Są Twoje Jonathanie.

G. radość, że spotkałyśmy się po kilku miesiącach - miło, dobrze, winnie.

U. jest obecna - jej talent, skromność, brak wiary w optymizm - wsparcie dwustronne. Potrzebne.

niedziela, 27 listopada 2005

Wczoraj znalazłam ten artykuł o Georgii O'Keeffe i tak bardzo się ucieszyłam, bo w Polsce mało kto wie o tej amerykańskiej malarce. Wspominałam nazwisko na piątkowych wernisażach. No i wczoraj ten artykuł zachwycił mnie , bo ktoś napisał o"mojej "malarce, a że porównanie do MM było niepotrzebne / wiadomo tytuł musi zwrócić uwagę/,  to co z tego : ważne, że Radwan napisał.I jak to jest - rodzi się fascynacja kimś, czymś NOWYM.

I potem w stosunkowo krótkim czasie, ktoś / coś odkryte / zaczyna upubliczniać się: bo Zajączkowska przetłumaczyła książkę Robertsona o Georgii, Kolberger zrobił sztukę - Radwan napisał we Wprost artykuł.

Pytanie: Czy ja się cieszę? No nie do końca - do wczoraj GK była moja tylko - a przynajmniej nie znałam w Polsce osób,które słyszały o niej- ten mały antykwariat w Andaluzji podarował mi ją :O'Keeffe" Britta Benke wyd Taschen

Dlaczego mnie zafascynowała?

1/pewnie dlatego, że malowała te niesamowite kwiaty, jakby zdejmowała z nich "ubranka" - niektórzy mówili erotyczne kwiaty - Flowers in the Desert to drugi tytuł ksiązki Britty

2/ zdjęcie na wewnętrzej okładce na całą stronę pokazuje twarz Georgii - to zdjęcie zrobił Stieglitz - oczy patrzą na fotografa i w tych oczach jest wszystko

3/ haha- "rozwiodła" Stieglitza z jego pierwszą żoną co wzbudziło dezaprobatę otoczenia mieszczańskiego

4/ kochała ładnie Stieglitza i  przyjażniła z Hamiltonem / po smierci Alfreda/

5/ nie znosiła babskich szczebiotów, intryg, marnowania czasu na "nie pracę"

6/ była oszczędna, nie znosiła zbytku i "rzeczy" - była zamożna i miała te rzeczy, ale ich nie używała- samochody drogie stały - brylanty, diamenty itp dla niej bez znaczenia - nie miała i nie miała potrzeby

7/ gładko uczesana  i jeżeli już to męskie kapelusze na głowę jako osłona przed słońcem : jej zdjęcie z 1977 roku czarna bawełniana suknia przewiązana szerokim skórzanym paskiem, na głowie czarny kapelusz kowbojski, spod kapelusza wystają białe włosy związane w węzeł ---- zdjęcie z 1920 roku:siedzi z koleżanką na dachu swojego domku w Lake George ubrana czarne męskie szorty, bluzkę przeniesioną z "tego lata" czyli sznureczki ramiączek i pasek materiału, kapelusz tym razem mały, no i te białe grube podkolanówki, czyli zwinięte do kolan pończochy.

Anielska diablica

  [Tygodnik "Wprost", Nr 1199 (27 listopada 2005)]

 Chyba tylko Marilyn Monroe może w Ameryce konkurować ze sławą Georgii O'Keeffe

 Łukasz Radwan

 Stała się ikoną ruchu kobiecego, choć tego nie chciała. Podobnie zresztą jak nasza rodaczka Tamara Łempicka. Georgia O'Keeffe deklarowała: "Nigdy nie będę feministką, bo kobiety nigdy nie zrobiły dla mnie nic dobrego. To mężczyźni zawsze mi pomagali". Wbrew słowom malarki dzielne sawantki wymieniały ją jednym tchem obok Anais Nin czy Virginii Woolf. Głównie dlatego, że malowane przez Georgię kwiaty przypominały feministkom waginy. O'Keeffe konsekwentnie twierdziła, że jeśli komuś coś zawdzięcza, to Alfredowi Stieglitzowi. Tworzyła z nim taką artystyczną parę jak Frida Kahlo z Diego Rivierą czy Salvador Dali z Galą.

O trzydziestu latach związku Georgii i Alfreda opowiada przedstawienie "Kocham O'Keeffe", którego premiera odbędzie się 27 listopada w warszawskim Kino-Teatrze Bajka. Spektakl może być hitem obecnego sezonu teatralnego. Akcja sztuki rozgrywa się w nowojorskim apartamencie O'Keeffe i Stieglitza oraz w pracowni artystki. Inteligentne, pełne humoru dialogi o sprawach damsko-męskich ubarwiają wzruszającą historię miłości ekscentrycznego duetu.

Krzysztof Kolberger, reżyser spektaklu i odtwórca roli Stieglitza, pokazał wielką klasę i jako reżyser, i jako aktor. Jego sceniczną partnerką jest Małgorzata Zajączkowska. Świetnie zna ona postać O'Keeffe, bo sama przetłumaczyła sztukę "Alfred Stieglitz Loves O'Keeffe" autorstwa scenarzysty teatralnego i filmowego Lanie Robertsona. Wcześniej Zajączkowska i Kolberger zagrali wspólnie w "Dziadach" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, a potem m.in. w "Braciach Karamazow" Fiodora Dostojewskiego.

 Fotograf i jego muza

"To najważniejsza postać w historii sztuk wizualnych w Stanach Zjednoczonych" - napisał o Stieglitzu znakomity fotograf Richard Whelan. Stieglitz był krytykiem, redaktorem, wydawcą, kolekcjonerem, właścicielem galerii, pośrednikiem i impresariem wielu artystów. Urodził się w New Jersey w bogatej żydowsko-niemieckiej rodzinie. Studiował w Berlinie - inżynierię i fotografię. To jego uznaje się za tego, który zainteresował Amerykę europejską awangardą, pierwszy pokazując za oceanem prace Picassa, Mattisse'a, Rodina czy Toulouse-Lautreca (w swojej nowojorskiej galerii przy Piątej Alei 291). Sam Stieglitz był uznanym fotografikiem. Tworzył prace, które zapoczątkowały tzw. straight photography, czyli fotografię bezpośrednią. W 1907 r. wykonał słynne zdjęcie zatytułowane "Dolny pokład". Płynął wtedy parowcem "Kaiser Wilhelm II" z Nowego Jorku do Europy. "Twarze, które tam [na pokładzie z kabinami I klasy] spotkałem, spowodowały zimny dreszcz biegnący w dół pleców" - pisał. Dlatego uciekał na dolny pokład, gdzie podróżowali robotnicy sezonowi z Europy. Miał wtedy tylko jedną szklaną płytę i to na niej utrwalił swoje przełomowe ujęcie. Obecnie jego prace na aukcjach osiągają ceny od 300 tys. dolarów wzwyż.

Związek Georgii O'Keeffe ze starszym od niej o 23 lata Stieglitzem zaczął się od kłótni. W 1916 r. Anita Pollitzer, przyjaciółka Georgii, pokazała Stieglitzowi jej prace. Spodobały mu się, więc włączył je do zbiorowej wystawy w swojej Galerii 291. Powiedział o obrazach Georgii, że są "najczystszymi, najwspanialszymi, najuczciwszymi pracami, jakie trafiły do jego galerii". Stieglitz zapomniał jednak poprosić O'Keeffe o zgodę na ich pokazywanie. Urażona malarka pojawiła się w galerii tuż po wernisażu i zażądała zdjęcia swoich dzieł. Później jednak zaczęli z sobą korespondować. Efektem tej korespondencji było wsparcie finansowe Stieglitza dla malarki i jej indywidualna wystawa. Dopiero sześć lat później Stieglitz rozwiódł się z pierwszą żoną i ożenił z O'Keeffe.

Stieglitz wszędzie promował O'Keeffe, zajmował się także sprzedażą prac artystki. Jako jej marszand starannie dobierał klientów. Cały czas robił też Georgii zdjęcia, także erotyczne (ponad 300). A o niej samej mówiono, że ma "diabelski urok" i "powalający seksapil".

Georgia Totto O'Keeffe była córką Węgierki i Irlandczyka (drugą z siedmiorga dzieci). Lekcje rysunku pobierała już jako mała dziewczynka. W 1905 r. rozpoczęła studia w Art Institute of Chicago, a w 1907 r. przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie zapisała się do szkoły Art Students League.

W połowie lat 20. O'Keeffe zaczęła malować wielkoformatowe kwiaty, które potem stały się znakiem rozpoznawczym jej sztuki. Mówiła wtedy o swoich pracach: "Większość ludzi, pędząc przez miasto, nie ma czasu popatrzeć na kwiaty. Ja ich do tego zmuszam, bez względu na to, czy chcą tego, czy nie". Innym razem twierdziła, że maluje kwiaty, bo "mniej kosztują niż modelki i nie wiercą się podczas pozowania".

Georgia była znana z wyjątkowego skąpstwa. Z tego powodu nigdy nie wyrzucała plastikowych toreb po zakupach, sama piekła chleb, a choć miała dwa mercedesy, nie jeździła nimi, żeby się nie niszczyły. Lubiła jednak podróżować, szczególnie w dzikie okolice. Dlatego w 1929 r. Georgia samotnie wybrała się na wyprawę po Nowym Meksyku. Podczas jednej z takich wypraw zaczęła zbierać wysuszone kości zwierząt znajdowane na pustyni. Te bielejące czaszki stały się później jej znakiem rozpoznawczym.

 Niezniszczalna

Po śmierci Stieglitza w 1946 r. Georgia skupiła się na katalogowaniu jego prac oraz polecaniu ich muzeom i galeriom. Mówiła o mężu: "Dla mnie był wspanialszy jako artysta niż jako istota ludzka. To właśnie jego sztuka trzymała mnie przy nim i sprawiała, że kochałam go jako istotę ludzką". Pewnego dnia w 1973 r. do jej domu w Nowym Meksyku zapukał szukający pracy Juan Hamilton. Został jej towarzyszem i marszandem do końca życia - dlatego że był łudząco podobny do Alfreda Stieglitza, a może dlatego że Georgii się tylko tak wydawało, bo wtedy już bardzo słabo widziała.

Georgia przeżyła aż 98 lat. Przez 70 lat aktywności namalowała prawie 2,5 tys. obrazów. Malowała do 1972 r., kiedy bardzo pogorszył się jej wzrok. Miała wtedy 84 lata i zajęła się garncarstwem. W 1976 r. przy pomocy Juana Hamiltona napisała książkę o swojej sztuce. Wtedy też nakręcono o niej film dokumentalny. Gdy zmarła w 1986 r., jej ciało zostało skremowane, a Juan rozsypał je ze szczytu góry Pedernal.

Kiedy w 1986 r. Narodowa Galeria Sztuki w Waszyngtonie pokazała retrospektywną wystawę dzieł Georgii, odwiedziło ją ponad pół miliona widzów, co było wtedy rekordem. W tym samym roku jeden z obrazów Georgii został sprzedany za 2 mln dolarów. W połowie lat 90. w Santa Fe otwarto muzeum artystki. Chyba tylko Marilyn Monroe może w Ameryce konkurować ze sławą Georgii O'Keeffe.

 [Współpraca: Iga Nyc]