Wieczór - skończyłam pracować: popiszę sobie, żeby odreagować codzienność.
Kategorie: Wszystkie | codzienność | książki | malowanie
RSS
wtorek, 30 stycznia 2018
Wartko

Wartko. Lata lecą.Zdarzenia.Sytuacje. Zmiany. W szkołach już nie pracuję. Tylko prywatnie uczę, dwa dni w biurze, pozostałe na wsi.     Mieszkam na wsi z Mamą, która skonczyła 93 lata w listopadzie. Tak jest lepiej, jesteśmy razem prawie cały czas.Łatwiej opiekować się. Nie jest lekko, czasami bywam zirytowana, czasami jestem niesympatyczna dla Mamy.

  Uwielbiam dni matematyczne. Czuję się potrzebna i lubiana przez uczniów. Oni są dla mnie ważni, zależy mi na ich sukcesie, zdaniu matury, poprawieniu ocen.

  Teraz są ferie. Kilku uczniów przyjedzie na wieś, mimo oficjalnej przerwy. Jutro Konrad, maturzysta aż na trzy godziny. W piatek Agnieszka też maturzystka. Sobota bez zajęć, niedziela tylko dla najbliższych. Obiad rodzinny i zabawy z wnuczką, która ma już 2,5 roczku.W połowie lutego pojedziemy do Sosnowca na urodziny Juleczka. Moje wnuki pobawią się razem. Nikodem -Antonina-Julian.

Spędzimy razem kilka godzin.

Chatka na wsi zamieniła się w całoroczną, została ocieplona, doposażona. Ogrzewamy piecem kominkowym Jotulem, który daje radę ogrzać parter i piętro. W łazience włączone jest ogrzewanie podłogowe, elektryczne, ale oszczędne, rachunki za prąd są do przyjęcia.

Mamy nową pralkę, lodówkę,kuchenkę i odkurzacz. Teraz dużo wygodniej ogarnąć codzienne czynności. W sypialni Mamy jest zrobiona duża szafa, w mojej sypialni szuflady pod skosem ,w pokoju kredens i witryna . Kolorowe szafki w łazience.

Las obok. Dokarmiamy ptaki. Chodzimy na spacery.

Piekarz przywozi nam pieczywo. Znajoma rolniczka warzywa. Sąsiadka mleko i jajka. Wygodnie.

Z nami mieszkają trzy koty: Kasper, Klara  i Kocia. Pies Maks jest trochę szalony, ale kochany i wreszcie w drugim roku

mieszkania z nami uczy się omijać szerokim łukiem koty.

Dzisiaj wiał silny wiatr, było nieprzyjemnie. Ogarnęło mnie totalne lenistwo .Po zrobieniu prania, ugotowaniu obiadu, nakarmieniu zwierząt, ewakuowałam się na górę: czytałam, drzemałam, jadłam czekoladki :)) Taki dzień. Teraz będę coś tam oglądać na Netfliksie, pewnie jeden z odcinków serialu H... of C...Obejrzałam już trzy sezony, właśnie oglądam 13 odcinek trzeciego sezonu.

Zaniedbałam się. Jestem typową pulchną babcią. Wolałabym być nietypową szczupłą babcią. Żle sie czuję z nadwagą,

OK od 1 lutego zarządzam cztery tygodnie oczyszczania -wiem co i jak przyrządzać, gotować. Marzec i kwiecień rozsądne jedzenie,, bez słodyczy -wiem co i jak. Motywacja to wielkie spotkanie rodzinne na weselu siostrzenicy. Minus 10 kg .Minus 10 lat :)) Minus 3 rozmiary. Teraz zajadam kompulsywnie, zajadam stres .

 Brakuje mi podróży. Brakuje mi malowania. Brakuje mi radości i wrażeń. 

wtorek, 03 października 2006
cd
 Nie chcę przypadkowych ludzi obok siebie. Razi mnie ich sposób bycia. Nie lekceważę ich, ale odczuwam rozdrażnienie, gdy zachowują się prostacko, mówią zbyt głośno i uzurpują sobie prawo do mojego czasu. A może to ja reaguję zbyt emocjonalnie - trochę zdenerwowana wyjazdem i świadomością braku płynności w posługiwaniu się angielskim.Zdać "profa" nie jest łatwo - egzamin trwa 6 godzin. Próbuję robić te testy, słuchałam w Lanckoronie kaset, ale to chwilami mnie przerasta. W Edynburgu będę narazie tydzień- czyli mam jeszcze miesiąc na intensywne uczenie się. Wylatuję 1 listpada, zabieram ze sobą K., a ona zabiera swoją koleżankę.Będzie raźniej wieczorami, no i zwiedzimy kawałek Szkocji. 
środa, 13 września 2006
moi obok mnie
Alicja malarka amatorka - wrażliwa delikatna. Nie chce jechać na plener, bo boi się oceny i krytycznych uwag malarzy. Próbowałam ją przekonac, ze nie ma racji, że powinna jechać, chociaż na tydzień - chyba nie udało mi się pokonać jej lęku.
Ania i Jurek ostatnie dni przed wyjazdem Jurka do Dublina, byli u mnie odebrac bilet na samolot. Oby mu sie udało tam zarobić jakieś rozsądne pieniądze. Wreszcie jest znakomitym poligrafem z długa praktyką, byłym dyrektorem jednej z dużych drukarni, od kilku lat pasmo niepowodzeń i brak pracy po zamknięciu tejże drukarni. Trochę przeżywamy ten jego wyjazd. Powodzenia Jerzy życzęTobie.
Joasia i Jola moje znajome nauczycielki niemieckiego - omawiałyśmy program wymiany październikowej. A w szczególności wycieczkę do Krakowa, Wieliczki i Oświęcimia dla młodzieży niemieckiej. Pracowite i miłe spotkanie. Zaangażowane i tak ma być. Tak właśnie powinno być. I jest.
Kobieta z banku, od lat tego samego. Jej piękne bursztyny i miły uśmiech - zawsze chwilę porozmawiamy. Przynależność do kręgu ludzi- chodzę do tego banku od dziesięciu lat, te znajome twarze - pamiętają numer konta - nie muszę nic mówić - tak rodzinnie i normalnie. Zaraz po wejściu - jeszcze nie ma tych pieniędzy, na które pani czeka, bo kilka dni temu wspomniałam, że czekam na dość ważny przelew.
Mój rynek i sklep obok domu. Tam też krąg znajomych twarzy. Dzisiaj proszę kupić pstrąga, jest bardzo dobry. W sklepie, dawno pani nie było, znów podróże? Lubię tę przynależność do środowiska, w którym jestem. Taki swojski brak anonimowości. Może ktoś woli być niepostrzegany i nierozpoznawalny, mnie ta bliskość kontaktów bardziej odpowiada. Fryzjerka, kosmetyczka od lat ci sami. Lekarze do który od lat biegam i którym nie trzeba tłumaczyć pięć razy, bo sami wiedzą co człowiekowi dolega.Wystarczy, że spojrzą i wiedzą.
Ot moi obok. Ze mną. A ja z nimi. Codzienność uładzona do maksimum. Tak jest. I nie wolno tego zmieniać.

wtorek, 12 września 2006
dzień zakupów
 To już drugi dzień wydawania pieniędzy. Dzisiaj śliczna spódnica w stylu azteków, czarna długa z pasem takich esów - floresów w "dziwnej bieli". Bardzo malarska, oryginalna. Od razu do tego czarna bluzka z długimi rękawami i oczywiście czarne traperkowate ale lekkie buty. Całość super - miało być dla mnie, ale córce wpadła w oczy ta oryginalność i pewnie bedzie jednak jej, ale dopiero po plenerze. K. jest szczuplejsza ode mnie, ale magiczna spódnica ma jakby gorset od pasa do bioder bardzo elastyczny i toleruje różnicę tych kilku centymetrów.Na niej piękniej i tak ma być.
Na plener czerwona kamizelka, typowa na chłodne dni: pikowana, lekka , czymś tam wypełniona, to na gruby golf idealny strój, przyda się też na narty. Torba: brąz-drelich obszyty czarną lamówką, taka przez ramię, do niej będę wkładała pastele i kartki idąc rysować coś w plenerze.Ma specjalną kieszonkę na telefon komórkowy.Buty na kolacje zupełnie nie w moim stylu, ale Ulka powiedziała, że mam kupić bo śliczne, no to kupiłam. Skórzane brązowe paski z jakimiś kreskami białymi i pojedyńczą tzw kwiecistą wszytą/malenka/ ozdóbką, będę je zakładała do długich spódnic bawełnianych falbianiastych, bo mają całkiem zgrabną koturnę/ nie miałam czegoś takiego / ale faktycznie nieźle to wygląda. To tylko na kolacje w hotelu i tylko do długich, raczej sutych spódnic. Nie są tandetne. Są eleganckie, no to przydadzą sie /zimą /do tańcowania też. No i chyba najmniej oczekiwany zakup: długi kożuch z kapturem w kolorze kawy z mlekiem. Taki miękki, opatulający człowieka w mrozy oczywiście. K. nabyła kurtkę na zimę w kolorze ciemniejszej kawy z mlekiem podbitą sztucznym czymś, z welwetu. No i na koniec nabyłam kurtkę dżinsową - klasyczną, nieźle wygląda z białą koszulą lub czarnym czymś, ale tylko do długich spódnic np tej z jasnej niebieskiej bawełny, falbianiastej oczywiście, plus zwykłe buty na płaskim, ale wysokie jak traperki. Buty takowe mam dwie pary: czarne i brązowe. No to na plenerze będę sportowo-młodzieżowa.W kolorach  niebieskich, białych, czarnych  z akcentem czerwieni.  Widzę to: spodnie bordowe najszersze, wygodne welwetowe + biały gruby golf, torba na krzyż i kamizelka czerwona. Wieczorem spódnica czarna z białym i czarną bluzką na zmianę z białą koszulą. Na przyjazd gości bordowa suknia z bawełny typu podkoszulek na grubszych ramiączkach do kostek plus moje brązowe koturnowe plus na wierzch to bordowe wdzianko z długimi rekawami leje się bo dzianina. Innym razem spódnica suta kawa z mlekiem plus biały pulower w serek z bawełny. W plener oczywiście kitel czyli moja kraciasta długa typu trochę ciążowa  niebiesko granatowo biała plus kamizelka czerwona bo zimno może być. Bluzy polarowe nie dla mnie, nie znoszę tego stylu. Ponieważ to wszystko poza swetrami dwoma dość lekkie to zapakuję się spokojnie do mojej torby rozmiar niewielki. Zapomniałam o kurtce przeciwdeszczowej z kapturem bardzo lekkiej granatowej. No, no wyszła ze mnie normalna baba, gadająca o ciuchach. Raz na rok można i o ciuchach. Lubię białe grube golfy takie raczej o dwa numery za duże. I białe swetry luzne typu pulower w serek, oczywiście do długich szerokich spódnic.
 I oczywiście nie zbankrutuję, racjonalnie wydałam tylko to co zarobiłam na jednej z imprez, których nie miałam w planie, a jednak jest zorganizowana. Gdzie kupiłam moje nowe ciuszki? Mam na osiedlu taki sklep, w któym sprzedają nowe rzeczy sprowadzone z zagranicy za bardzo małe pieniądze, tak myślę 20% ich faktycznej wartości, bo jeżeli kamizelka kosztuje 20 zł to jej wartość jest co najmniej 100 zł, czarna bluzka z bawełny 11 zł normalnie 55 zł, kożuch 200 zł, podobny w Nowym Targu 1200 zł. Torba 5 zł! normalnie z 60 zł. A spódnica to już inne żródło przypadkowe i tylko 45 zł, buty wiadomo wyprzedaż po lecie tylko 100 zł. Bluzka koszula bawełniana 10 zł. Samopoczucie zatem mam świetne i znów muszę zrobić selekcję w dotychczasowych zasobach szafy.
sobota, 02 września 2006
po
 Wrócili o 2.00, czyli o dwie godziny później. Katastrofy nie było, ale te samochody stojące i czekanie - jak tego nie lubimy. Nie na wszystko mamy wpływ. W poniedziałek spotkanie w Federacji, rozliczenie imprezy - mam nadzieję, że uczestnicy zadowoleni z pobytu i nie będzie problemów. Ale taki opóźniony powrót nie jest dobrą klamrą imprezy. Dobrze, że to już koniec imprez wakacyjnych. Przede mną jeszcze plener w Lanckoronie - do zorganizowania. A środowisko malarzy jest specyficzne jak wiadomo. Trochę się napracuję.Coraz trudniej jest organizować i być miłym dla klienta. Czasami jest to nie do zniesienia. Chłopak prawie dorosły zostawia kosmetyczkę w autokarze i dzwoni pół godziny po odjeździe autokaru, żeby autokar wrócił/!!!!/. Nie wrócił oczywiście, bo odjechał już z 30 km, ale pretensje wyolbrzymione rodzica o pozostawiony krem do golenia, maszynkę, pastę do zębów i szczoteczkę.Chłopczyk ma lat 17 i nie ma pretensji do siebie o gapiostwo, tylko pretensję do biura, że nie kazało kierowcy zawrócić z trasy.
Czy biuro ma też myśleć za klienta?
Sobota - dzień dobry, bo nie będzie tłumu, tylko przyjazna cisza.
piątek, 01 września 2006
niecierpliwość
 To czekanie jest najgorsze - grupa wraca z Grecji i nie przewidzenia są granice, korki itp. A ludzie jak to ludzie, mają pretensje, że nie podano precyzyjnie godziny powrotu. Najgorsze są powroty z długich tras. Dyplomatycznie tłumaczę dzwoniącym ludziom, że powiadomię kilka godzin przed, bo na granicy serbskiej stanie jest nieprzewidywalne, zależy od humoru celników. Trudna granica. Korki w Budapeszcie to samo. Mam nadzieję, że wrócą cali i zdrowi o jakiejś godzinie dzisiejszej nocy. Nie lubię tego czekania na powrót grupy.Klamra. Zdenerwowanie.

sobota, 26 sierpnia 2006
wróciłam z Grecji
 Skotina nad morzem Egejskim, wyspa Skiatos, Meteory, Olimp. Dziesięć dni słońca i pływania w przezroczystej wodzie.Wieczory na tarasie  z koncertami cykad. Ludzie obok uśmiechnięci i zrelaksowani.Brąz naszych ciał. 
piątek, 11 sierpnia 2006
wyjazd
 Jutro wyruszamy, tzn wlaściwie w niedzielę o 3.00 nad ranem.
 Wszystko załatwione, tylko ja muszę pomyśleć o spakowaniu się, ale to jutro w ciągu dnia. Jedziemy dobrym autokarem, mamy sporo filmów do oglądania i dobrej muzyki do słuchania. Grecja. Wrócę pod koniec sierpnia. Opalona jak figurka z brązu i objedzona melonami /mniam mniam/.Wytańczona na dyskotekach z moimi podopiecznymi. Lubię te moje wyprawy po słońce i wakacyjne wieczory przy białych stolikach ustawionych na tarasach. Sypkość piasku i szum morza, w którym się pływa niezwykle lekko. Koty wylegujące się na parapetach i tarasach. Pogodny nastrój wakacyjnych wypraw. Bardzo.
wtorek, 08 sierpnia 2006
dzieci
 Dzień przejeżdżony:
 urzędy.Po drodze sklep ważny,  wreszcie kupiłam kilka blejtramów i od razu ramy też. Po ośmiu miesiącach przerwy pojawiła się swawolna myśl: może coś namalować ?
 Po powrocie zastałam M. przyjechała z Krakowa na kilka dni - pobędzie z mamą swoją w ich chatce. Pomyśleć, że takie tam dorosłe kobiety 23 letnie to moje małe dziewczynki - zabierałam je na wyprawy dalekie, dużo wspomnień i zdjęć.
Pracuje i studiuje, właściwie to jest jedną z najzaradniejszych moich wychowanek. Wygląda super nowocześnie z tymi rudymi włosami i czarnej bluzce. Jest taka energetyczna i samodzielna. Wpadnie na plener do Lanckorony we wrześniu, to dusza tez artystyczna, kiedyś dużo malowała - teraz w wolnej chwili robi " mieszanki". Jestem związana z tymi dzieciakami. Bardzo z nich dumna. K. też jest taki współczesny - to on dzisiaj był moim szoferem. Taki dryblas matematyczno-sportowy o ciepłym podejściu do ludzi.
Fajne jest to ich bycie autentyczne, bez szpanu i nudy. Naturalni i bardzo sprawni intelektualnie. Moje "dzieci'.
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
dzieci wróciły zadowolone
 Powrót turnusu kolonijnego z Mielna - ok atmosfera super, podziękowania i wieczorna butelka czerwonego wina z A. : opowieści o dzieciakach. Młody K. zdał egzamin na 5+.
 Od piatku z mamą i kotem na wsi. Padał deszcz, a to spowodowało, że ziemia oddawała chwasty bez oporu - prawie - dwa odciski na wydelikaconych rączkach, ale efekt super. Mama zadowolona. Kot szczęśliwy. Ogród jak z obrazka w "Mój ogród" lub "Działkowicza". A. przywiózł telewizor. Stoi na parterze od dzisiaj i mama może oglądać wiadomości wieczorną porą.
 Tydzień od jutra pod znakiem wizyt klientów i współpracowników. W sobotę wyruszamy i wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. To nie Mielno - to Grecja. Daleko.
środa, 02 sierpnia 2006
miłe
 Namówiłam pana ZB zwanego czarodziejem na wyjazd do Grecji - super wiadomość bo codzienne masaże zagwarantowane, czyli nowa formuła "wczasy zdrowotne". Ostatnie wczasy zdrowotne organizowałam w Stegnie, nasze biuro specjalizowało się w tym. Klientki były bardzo zadowolone, a i ja bywając w odwiedzinach - też. 
poniedziałek, 24 lipca 2006
wyjazd
 W samo południe wyjeżdżam - grupa nieduża, bardzo dobra kadra, niezły ośrodek w Mielnie. Pobędę tam kilka dni.
sobota, 22 lipca 2006
jakaś letnia sobota
 U K. przyjęcie trwa - moja chatka zajęta przez studenckie towarzystwo.
Jutro odprawa Mielna i w poniedziałek 12.00 - startuje turnus kolonijny, jadę z nimi na tydzień. Polskie morze. Fajne małe dzieciaki. Babki z piasku.
 Miłe zaskoczenie zachowaniem J. A jednak zaskoczenie. Płynne granice koleżeństwa, przyjaźni.Pewnego rodzaju bliskość. Gadanie przy butelce czerwonego wina do północy. Ta jego chatka jest zupełnie inna niż moja, ale ma swój urok dzikości. Znamienne, gdy ja się irytuję mój kolega wycisza się - nie wchodzi w tę irytację - milczy. To lepsze niż dobre, bo ja wyciszam się i stan podirytowania szybko mija. Być może odwiedzę go, gdy będzie ze studentami we Lwowie, ale to dopiero końcówka sierpnia -wygospodaruję trzy dni. Chcę zobaczyć to miasto.
 A wracając do mojej wizyty : dostałam  pokój do dyspozycji, kawę ranną porą
i świeże bułki / tych nie zjadłam/ ale intencja była, miskę z wodą wyciągniętą ze studni na korbę i ręcznik.
 To już 22 lipca - minął rok od mojej wyprawy do Norwegii. Wspomnienia i dużo zdjęć.
 
 
środa, 12 lipca 2006
Praga
 Jadę wieczorem do Pragi na cztery dni wyjazd służbowo-prywatny... poza tym ok
mama z kotem kilka dni na wsi, zatem wieczory - noce- poranki tam, dzisiaj wraca na ten czas mojego pobytu w Pradze.
 Tam jest cudnie: róże, zapach lasu.....
czwartek, 06 lipca 2006
 Wpadł A. jak po ogień - ten dobijający pośpiech, zabrał plecak, aparat cyfrowy i już go nie było - jadą jutro nad morze na tydzień. Córka wraca jutro od koleżanki, jest tutaj bardzo potrzebna. Jest bardzo dużo pracy. Wieczorem wpadnie S. zdemontujemy rogówkę i może zawieziemy na wieś. I chociaż chwilę posiedzę przy różach. Trzeba jeszcze kupić z trzy krzesełka małe zamiast tej rogówki -do kuchni. A rogówka stanie na tarasie na czas letni i jesienny.  
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13